Blog

Przeżyj, zapisz, uwolnij…… jak pisanie pomaga nam uporać się z trudną przeszłością.

Dziś o dwóch książkach będących zapisem prawdziwych, trudnych dla autorów wydarzeń, które  mają jednocześnie  niezwykłą moc terapeutyczną. „Białe słonie” Basi Hanuszkiewicz i „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy to różne, a jednak niezwykle podobne sposoby  na zamknięcie przeszłości. 

Wylanie bólu w formie książki czy po prostu luźnych zapisków, czasem listu, którego nigdy nie wyślemy pomaga spojrzeć na dane sytuacje z innej perspektywy, przynosi ulgę i często pozwala zamknąć dany rozdział naszego życia.

Rozstanie po wieloletnim związku, śmierć bliskiej osoby czy nagła poważna  choroba plasują się nieustająco na podium w rankingu rzeczy, które najbardziej nas stresują. Są to sytuacje trudne, które przydarzają się nam w różnych momentach życia, nie zawsze wtedy gdy jesteśmy na nie przygotowani. I o ile same w sobie są stresogenne wtedy, kiedy mamy z nimi do czynienia,  to  dużo gorszą rzeczą jest „trzymanie ich” przez lata.  Brak akceptacji dla zmian, które przyniosły, brak odpuszczenia, pogodzenia się ze stratą i patrzenia w przyszłość przynosi o wiele więcej spustoszenia i może mieć dużo gorszy wpływ na obecne życie niż same zdarzenia.

„Białe Słonie” Basi Hanuszkiewicz to zapis 4 lat podróżowania  do Meksyku i  miłości związanej z tym krajem . Jednocześnie ,jak pisze autorka zamiast wstępu „ Tematem- motywem przewodnim jest podróż na koniec świata, ale także znacznie dalej –  podróż w głąb samego siebie. Można odkryć bardzo wiele nie wychodząc z domu – można zyskać nieskończenie dużo tracąc wszystko”. Książka została wydana jakieś 20 lat temu, miała niewielki nakład, ale nieprzypadkowo piszę o niej właśnie teraz. 

„Można odkryć wiele nie wychodząc z domu” – to właśnie te słowa inspirują teraz ,w czasie kiedy nie możemy z tych domów wychodzić. Kiedy spotkanie z własną psychiką było i ciągle jest dużo bardziej realne niż w czasach „normalnych”. Ilu z nas dotknęło „prawdy” o nieprzepracowanej przeszłości, o niezamkniętych starych miłościach, samotności, braku pogodzenia się z przeszłością ? Może to dobry czas, gdy zyskaliśmy go więcej niż zazwyczaj ,do zapisania swoich historii, noszonych gdzieś głęboko, żywych choć umarłych.  Basia Hanuszkiewicz przyznaje na samym początku „ Pisałam zawsze- był i jest to mój sposób na przezwyciężanie problemów, na dystans wobec spraw ważnych, na zatrzymanie chwil dobrych i szczęśliwych. Pisałam zawsze dla siebie, nie czując potrzeby dzielenia się z kimś tym, co tak bardzo moje”. 

A jednak, na szczęście dla nas, z zapisków, wierszy, fotografii, fragmentów prozy związanych z Meksykiem powstała przepiękna historia o miłości i rozstaniu, o trwaniu i końcu, o życiu i odchodzeniu , o nietrwałości, ulotności, odradzaniu i nadziei.  Mam to szczęście, że znam Basię osobiście od niemal 30 lat. Jest jedną z tych kobiet , które podziwiam za siłę, mądrość, nieprawdopodobną kreatywność wyrażaną w formie fotografii, książek, kolekcji ubiorów, kolaży a przede wszystkim za niezwykłą osobowość. Basia wielokrotnie była dla mnie przykładem tego w jaki sposób nadawać wartość życiu, cieszyć się nim, doceniać każdą chwilę i dzięki temu „otrzepywać się” po trudnych momentach , nie oglądać i iść dalej. Do „Białych słoni” wracam co jakiś czas jak do jakiejś formy terapii. To książka pełna radosnych i smutnych momentów zarazem przypominająca mi właśnie o nietrwałości i nieustająco  ucząca trudnej sztuki nieprzywiązywania się. Przeczytana ponownie, w styczniu 2021 roku nabiera dla mnie jeszcze innego znaczenia, akceptacji tego co jest, co przynosi życie i wdzięczności, o której też zamierzam niedługo napisać.

fot. Tymoteusz Malinowski (Raspberry Workshop)

Druga książka to „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy.  Musiała sobie  „poleżeć na półce” , trochę nie miałam odwagi, a trochę wydawało mi się, że to temat jeszcze nie dla mnie. Marcina Wichę pokochałam po jego „Jak przestałem kochać design”, ale „Rzeczy…” choć nieodzownie znowu związana z użytecznością przedmiotów w naszym otoczeniu , to książka bardzo osobista, napisana po śmierci matki autora. Co wyrzucić, co zostawić staje się  motywem przewodnim do uporządkowania sobie w głowie faktu, że nie ma już jednej z najbliższych osób- matki. Pozostały po niej rzeczy, głównie książki, których tytuły służą autorowi do opisania kim była, co lubiła, jakie miała relacje, jaki miała stosunek do rzeczy właśnie…. Bardzo osobista, męska,  niezwykle poruszająca historia relacji autora z osobą, której już nie ma. Co zrobić z książkami, które przywołują tyle wspomnień, mają wartość emocjonalną, poruszają tyle historii, tyle wątków tych znanych i tych ukrytych. W przedmiotach zapisana zostaje jakaś energia tych, którzy odeszli, ich życie, ich historie. Wystarczy na coś spojrzeć , a przywoływane są wspomnienia. Jak uporać się z wartością sentymentalną, z czymś co jest bezużyteczne w obecnym życiu, ale wyrzucenie oznacza przekreślenie części również naszego życia…. 

Traumie po śmierci najbliższych oraz traumie po rozstaniach  poświęcono wiele artykułów. W większości z nich podkreśla się znaczenie czasu, ale też nasz osobisty stosunek do pamiętania, ale nie do użalania się nad sobą. Często my sami nie chcemy zapomnieć, nie zauważamy , że życie toczy się dalej, że przynosi  wiele radości z innymi ludźmi , w innych okolicznościach. Sami kreujemy stres wtedy gdy go już nie ma. Gdy wspomnienie o wszelkiego rodzaju rozstaniach może wywoływać po prostu uśmiech wdzięczności dla tej osoby.

Polecam obie te książki szczególnie tym z was, którzy ciągle czegoś nie zamknęliście. Tym, którzy przechowujecie zdjęcia swoich byłych, przedmioty, których nie używacie, a które od nich dostaliście… bezużyteczne rzeczy, nie znajdujące zastosowania, zamknięte gdzieś w pudełeczkach na dnie szuflad. Zatrzymujecie tym samym energię życia, jego naturalny przepływ…. może już czas przyjąć NOWE? Może warto, jak autorzy rekomendowanych książek, zapisać wasze historie? Nie muszą z nich powstawać książki jeśli nie macie odwagi dzielenia się , można te zapisane kartki  po prostu spalić i tym samym pożegnać… Na koniec dedykuję wam wiersz z „ Białych słoni”

To co było…..

To co było przeszło, śniło, nie minęło,
Zaszumiało, zaburczało, pofrunęło,
Szeleściło, pianę biło, gadało,
Jakby czegoś, ciągle było mu mało.

Czego szuka? po co puka? dokąd goni?
Smaków życia? serca bicia? ciepła dłoni?
Słów szumiących, gwiazd błyszczących na niebie?
Czego szuka moja miłość do Ciebie?

Co znalazła? co zgubiła? gdzie była?
Jak się czuła? czym się truła? co zbiła?
W co gra nocą z Wielkim Wozem na niebie?
W szachy? w kości? czy w pokera o Ciebie?

02 lutego 2021

Go to top

Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania oraz korzystania z narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Szczegóły znajdują się w polityce prywatności. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na “Akceptuję”. AKCEPTUJĘ