Blog

Dobrowolne osamotnienie – klucz do mentalnego zdrowia.

Mam w Szwecji wielu znajomych i kilkoro przyjaciół. Spotkaliśmy się ucząc się zen coachingu, dzięki któremu miałam okazję przyjrzeć się z bliska skandynawskim osobowościom. Oczywiście nie chcę tu nadawać im wszystkim jednoznacznych cech wspólnych, ale pewien rodzaj podejścia do niezależności, wolności, miłości, związków wydaje mi się bardzo zdrowy i bardzo chroniący system nerwowy. Nie wiem dokładnie z czego on wynika, przecież dzieli nas zaledwie kilkaset kilometrów, a jednak Szwedzi różnią się od nas bardzo. Myślę, że cechą, z której wynikają wszelkie inne „cechy narodu”  jest dystans do nadmiernego przywiązywania się, umiejętność bycia samemu nawet kiedy jest się z kimś w bliskiej relacji. 

Podobne obserwacje poczyniła Katarzyna Tubylewicz w swojej książce „Samotny jak Szwed?”, która jest zbiorem wywiadów ze Szwedami lub Polakami w jakiś sposób związanymi z tym krajem. Wszyscy rozmówcy autorki, wypowiadają się na temat samotności w różnych aspektach i w różnych momentach życia, ale podkreślają jedno: umiejętność bycia samemu jest podstawą mentalnego zdrowia. 

Peter Strang jest profesorem medycyny paliatywnej. Obcuje z umieraniem, które jest intymną samotnością każdego człowieka i wydawałoby się, że z tego powodu będzie pierwszym orędownikiem życia we wspólnocie i tworzenia więzi. A tymczasem Streng  mówi Tubylewicz o potrzebie nauczenia się bycia samemu. „Kiedy spaceruje się samotnie dwie, trzy godziny i człowiek ma czas na myślenie, dużo się w nim dzieje. (…) Dobrze jest rozważyć co by się zmieniło w swoim postępowaniu albo czy ten lub inny problem leży we mnie czy w okolicznościach. Człowiek dużo dowiaduje się o sobie , kiedy ma czas myśleć w spokoju, na osobności, którą sam wybrał i w której dobrze się czuje”. 

Tubylewicz pisze, że w Szwecji stosunek do samotności rozumiany jest jako dobrowolne odosobnienie, jest tym samym bardziej pozytywny niż w innych krajach. 

No właśnie, czy my Polacy potrafimy świadomie wybierać czasami samotność? Wybierać ją dobrowolnie, właśnie po to aby zauważyć, że może to ja popełniłem błąd, może to ja muszę nad sobą popracować? Mamy niestety tendencje do przypisywania innym win za swoje złe samopoczucie, jesteśmy narodem mało refleksyjnym i mało przyznającym się do błędów. Zawsze to nam ktoś coś złego robił i być może takie właśnie przekonanie wpływa również na stan psychiczny Polaków. 

Czego zatem możemy uczyć się od Szwedów? Na pewno dystansu, na pewno zdrowej bliskości, takiej, która nie polega na uzależnieniu. Umiejętności radzenia sobie samemu w momencie gdy okoliczności życia być może spowodują, że zostaniemy sami. 

Skandynawowie we wszelkich badaniach uchodzą za ludzi bardzo szczęśliwych. Wystarcza im garstka znajomych, często pary mieszkają osobno, spotkałam nawet małżeństwa z dziećmi, które miały dwa mieszkania. Kiedy jedno z rodziców potrzebowało chwili wytchnienia, chwili odizolowania, przenosiło się na jakiś czas do drugiego mieszkania. Nie budziło to kontrowersji dalszej rodziny, wręcz przeciwnie, uznawane było za zdrowe. 

Czy na taką akceptację potrzeby odizolowania wpływa system? Indywidualne opodatkowanie małżeństw, darmowe kluby fitness dla seniorów, wspólne pralnie? Podobno państwo kontroluje nawet ilość zakupowanego alkoholu i kiedy na karcie kredytowej widać zbyt dużą ilość zakupionych „procentów” lokalne władze wysyłają do takiej osoby opiekuna społecznego. Państwo zastępuje czasami najbliższych, jest opiekuńcze, ale w zdrowy sposób. Daje prawo wyboru, a ingeruje wtedy gdy zagrożone jest życie lub zdrowie. 

A może powodem jest nieprawdopodobnie piękna natura? Wielokilometrowe niezamieszkane malownicze obszary można podziwiać jadąc szwedzkimi autostradami. Dzika, ale niezwykła  pustka jest czymś zupełnie innym od tego co widziałam choćby w Indiach. Tam nie ma z kolei wolnej przestrzeni oddzielającej jedną miejscowość od drugiej, wszędzie są ludzie, wielkie gromady ludzi. Może człowiek będący tak blisko natury czuje się na tyle bezpiecznie, że nie ma potrzeby wytwarzania niezdrowego, uzależniającego przywiązania? 

Ta książka wyzwoliła we mnie sporo refleksji w kontekście pandemii, która w nas Polakach, ujawniła wiele lęków spowodowanych właśnie odizolowaniem. Wspaniale czuli się introwertycy, którzy pewnie będą długo tęsknić za lockdownem, ale wielu naszych rodaków wylądowało w gabinetach terapeutycznych. Przymusowa samotność lub zamknięcie jedynie z najbliższą rodziną wywołało ogromny lęk , ujawniło uzależnienie od innych, od przynależności społecznej, od zewnętrznej akceptacji. 

Jak zwykle pewnie najzdrowszy jest balans. Umiejętność tworzenia więzi i radość z posiadanej rodziny czy przyjaciół, ale też brak uzależnienia w relacjach. Świadomość tego, że mam własne życie do przeżycia i że „nie umrę bez ciebie”. Zdrowe więzi to takie, w których umiemy być razem, ale umiemy też być osobno. Potrafimy rozmawiać, ale też milczeć. Potrafimy działać wspólnie, ale też czasami samotnie gdzieś wyjechać. Nie mogę przeżyć życia za kogoś, ani nikt nie przeżyje go za mnie. Uczmy się od Szwedów zdrowej samotności 🙂 

Katarzyna Tubylewicz „Samotny jak Szwed?”
Wydawnictwo Wielka Litera

27 maja 2021 

Go to top

Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania oraz korzystania z narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Szczegóły znajdują się w polityce prywatności. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na “Akceptuję”. AKCEPTUJĘ